![]() Wszystkie teksty |
ZasadyNazywam się Andrzej Korus, mam 62 lata, w 1989 roku miałem 37.Trafiłem do wojska, bo wszyscy w mojej rodzinie byli żołnierzami: ojciec i matka, dziadek, pradziadek. Byłem na misjach pokojowych w Egipcie, na Cyprze, w Syrii, Izraelu, w krajach byłej Jugosławii. Kiedy ogłoszono stan wojenny, postanowiłem, że nie chcę brać w tym udziału. Zrezygnowałem ze służby wojskowej, żeby móc iść przez ulicę z podniesionym czołem. W czerwcu 1982 roku rozliczono mnie i zwolniono do cywila z komentarzem, że tylko szczury uciekają z tonącego okrętu. Długo nie mogłem znaleźć pracy, w końcu trafiłem do Ochotniczych Hufców Pracy. Później byłem pilotem wycieczek zagranicznych; od trzynastu lat jestem agentem ubezpieczeniowym. Czasami do pierwszego nie starcza. I wtedy zastanawiam się, czy dobrze zrobiłem. Dawni koledzy śmieją i mówią: "Widzisz, trzeba było na bagnecie wytrzymać". Ale taką decyzję podjąłem i nie żałuję. Tylko… Tylko kiedyś, gdy ktoś się dowiedział, że byłem żołnierzem zawodowym, który po ogłoszeniu stanu wojennego zrezygnował ze służby wojskowej, byłem przyjmowany bardzo serdecznie. Dzisiaj już to nikogo nie interesuje. Co gorsza, niektórzy oceniają mnie przez pryzmat munduru, który kiedyś nosiłem. Traktują jak okupanta własnego kraju… Jest to dla mnie bardzo przykre. Moja wolność nie może naruszać czy ograniczać wolności innych ludzi. |